05.07.2008 :: 14:58 / sobota.
Jestem jakaś niemodna. Jakieś uosobienie grzeczności i takiego ideału o jakim marzą wszystkie babcie, mamy i panie nauczycielki. Nie spóźniam się. Nie piję(nawet "okazyjnie", a już nie mówię o nałogu). Nie palę. Nie kradnę. Mam dobre oceny(przynajmniej zawsze miałam). Dostałam się do szkoły marzeń. Nie chodzę na imprezy. Nie wracam późno do domu. Nie mam chłopaka(a co za tym idzie, moja mama nie musi się martwić, że którego dnia przyjdę do domu i powiem: "jestem w ciąży"). Nie maluję się. Tylko do kościoła nie chodzę, trochę przeklinam i trochę arogancka jestem, ale to nic.
I jakoś zawsze taka byłam i głupio mi z tym, bo normalni ludzie sobie nawet nie zawracają głowy takimi. Ja już jestem jak dinozaury pod koniec kredy(o. zaczyna się!). Wbrew pozorom dobrze mi z tym, tylko szkoda, że inni tacy nie są. Byłoby łatwiej.